Gdy wena najdzie w środku nocy....
Miałam bluzę. Zwykłą, w kolorze oliwkowym. Nudną, niewyrożniajacą się. I nie wiedziałam, co z nią zrobić, jak ją zmienić. Aż w końcu, w niedzielną noc, gdy czekałam, aż mój luby wróci z weekendowego wypadu na Rajd Polski, wpadł mi do głowy pewien pomysł....
W wielkim pośpiechu zaczęłam szukać jakiejś tektury, by wyciąć sobie rysujący się w mej głowie szablon. Metodą prób i błędów otrzymał on wreszcie idealny kształt. Potem popędziłam po farby, wodę i pędzle. Od tego momentu niewiele się liczyło - byle tylko utrzymać w wyobraźni niedawno powstały koncept. Jedna warstwa, bieg na dół po suszarkę i lecimy. Druga warstwa, aż zieleń przestała prześwitywać spod farby. Suszenie. Kontury. Patrzę na zegarek - 23. Nieźle... Suszenie. Biały owal nieopodal - znów trzeba rozrobić farbę, nałożyć dwie warstwy. Suszenie. Litery...
I jest.! Teraz tylko zaprasować wzór i voila! Ze starej bluzy udało się zrobić coś uroczego, by można ją było nosić nie tylko po domu. 20 minut w biegu, żadnych poprawek, prosty pomysł w zasadzie znikąd... Można? :D
A oto i efekt:
W wielkim pośpiechu zaczęłam szukać jakiejś tektury, by wyciąć sobie rysujący się w mej głowie szablon. Metodą prób i błędów otrzymał on wreszcie idealny kształt. Potem popędziłam po farby, wodę i pędzle. Od tego momentu niewiele się liczyło - byle tylko utrzymać w wyobraźni niedawno powstały koncept. Jedna warstwa, bieg na dół po suszarkę i lecimy. Druga warstwa, aż zieleń przestała prześwitywać spod farby. Suszenie. Kontury. Patrzę na zegarek - 23. Nieźle... Suszenie. Biały owal nieopodal - znów trzeba rozrobić farbę, nałożyć dwie warstwy. Suszenie. Litery...
I jest.! Teraz tylko zaprasować wzór i voila! Ze starej bluzy udało się zrobić coś uroczego, by można ją było nosić nie tylko po domu. 20 minut w biegu, żadnych poprawek, prosty pomysł w zasadzie znikąd... Można? :D
A oto i efekt:
Komentarze
Prześlij komentarz